Ryszard Szurkowski oczami Basi Kiczek

Chciałam wykonać taki projekt, aby nawet laik - taki jak ja - widząc ten tatuaż mógł odgadnąć, kim jest ta osoba, nawet, jeśli nie będzie znał jej nazwiska. Oczywiście nie obyło się bez wtopy. W początkowej fazie projektu umieściłam tam rower, który jak się okazało nie był szosowy (śmiech). Na szczęście czujne oko Łukasza to zauważyło i udało się dopieścić projekt w pełnej zgodzie z faktami na temat kariery sportowej Ryszarda Szurkowskiego.

Jaka jest historia tego tatuażu?

Basia: Historia tego tatuażu jest dla mnie szczególna z kilku powodów. Kiedy Łukasz po raz pierwszy o nim wspomniał, zgodziłam się w ciemno. Ponieważ, jako że znamy się nie od dziś, wiedziałam, że jego pomysły są nietuzinkowe. A potem przyszła paniczna myśl "O cholera! Kto to jest ten Szurkowski?”. Rzecz jasna nie miałam bladego pojęcia o kolarstwie szosowym, ani w ogóle o żadnym kolarstwie. Na ratunek pośpieszył stary dobry wujek Google. To tam zmierzyłam się z solidna porcją wiedzy i uświadomiłam sobie po raz kolejny, jak mało mówi się w Polsce o takich osobach jak Ryszard Szurkowski, który w czasach mniej celebryckich, zdobywał medale. Niesamowite przy tym jak dużo uwagi poświęca się np. piłce nożnej, której hymnem od dłuższego już czasu jest "Polacy nic się nie stało".

Czyli wizja tatuażu nie była taka oczywista od samego początku?

Tatuaż początkowo miał być cały w kolorze - czyli tak jak najczęściej pracuję i z czym jestem kojarzona. No i tak jak zawsze z Łukaszem pracowaliśmy. Nieoczekiwanie jednak, również dla mnie, chcąc wyjść poza własna strefę komfortu, postanowiłam po latach spróbować zmierzyć się z techniką grey wash, która dotychczas była moją piętą achillesową. Nie chciałam jednak całkowicie rezygnować z koloru, bo jest on moją miłością od zawsze. Postanowiłam, więc zrobić eksperyment i połączyć te dwie techniki, tak, aby dalej pozostać w swoim stylu, ale jednocześnie otworzyć się na coś nowego. Napisałam, więc do Łukasza, na krótko przed terminem z pytaniem czy w to wchodzi, bo przecież odwróciłam nasze ustalenia do góry nogami (śmiech). Na szczęście, tak jak ja w ciemno zgodziłam się na jego pomysł, tak i on w ciemno zaufał mojej wizji pana Rysia, za co po raz kolejny mu bardzo dziękuję.

Ryszard Szurkowski to ikona polskiego sportu. Był najwybitniejszym polskim kolarzem. Gdy startował w Wyścigu Pokoju, pustoszały ulice miast. Dlaczego postanowiłeś oddać mu hołd w taki sposób?

Łukasz: Rower towarzyszył mi od zawsze a płaski klucz "piętnastka" to moja druga ręka (śmiech). Prowadzę serwis rowerowy we Wrocławiu, a rowery, którymi od zawsze się pasjonuję to starsze, klasyczne rowery szosowe, od których jestem uzależniony i mam ich całkiem sporą kolekcję. Ryszard Szurkowski startując w trudnych, szaro-burych czasach komuny nie dość, że zdobywał tytuły na rowerze nienaszpikowanym elektroniką, bez słuchawki w uchu z instrukcjami o taktyce, to przy tym wszystkim pozostał po prostu fajnym gościem. W 1970 roku zdobył nagrodę Fair Play przyznaną przez UNESCO za użyczenie roweru swojemu koledze, Zygmuntowi Hanusikowi, w trakcie mistrzostw Polski. Pan Ryszard poświęcił pewną wówczas wygraną, zajmując piąte miejsce - ale nie o to przecież chodziło i to najlepiej pokazuje jego osobowość. Myślę, że gdyby nie czasy, w jakich przyszło mu startować i ograniczenia, jak choćby brak możliwości przejścia na „zawodowstwo”, niemożność zatrudnienia w zachodnich, profesjonalnych grupach kolarskich, to jego nazwisko byłoby z pewnością znane na całym świecie jak choćby Eddy Merckx, Francesco Moser czy Bernard Hinault. Kiedy Szurkowski zmarł w tym roku poczułem, że chciałbym oddać hołd temu wspaniałemu człowiekowi i sportowcowi i najlepszym sposobem będzie tatuaż z jego wizerunkiem.

Jak więc oddać pamięć o wielkim człowieku jednym tatuażem?

Basia: Chciałam wykonać taki projekt, aby nawet laik - taki jak ja - widząc ten tatuaż mógł odgadnąć, kim jest ta osoba, nawet, jeśli nie będzie znał jej nazwiska. Oczywiście nie obyło się bez wtopy. W początkowej fazie projektu umieściłam tam rower, który jak się okazało nie był szosowy(śmiech). Na szczęście czujne oko Łukasza to zauważyło i udało się dopieścić projekt w pełnej zgodzie z faktami na temat kariery sportowej Ryszarda Szurkowskiego.

Portret Pana Ryszarda był w tej sytuacji najważniejszym elementem tatuażu?

Basia: Zdecydowanie tak - to była nasza oś, podstawa. Reszta miała symbolicznie i wprost odwoływać się do tego, kim ta postać jest, czego dokonała. Moim pomysłem była malowana korona, która z kolei obudziła w Łukaszu napis „król szos”, wiec i ta treść pojawiła się w tatuażu. Sam rower i cała reszta stanowiła już oczywistość i elementy tła, takie wisienki na torcie.

Czy bolało?

Łukasz: Były dość ciężkie momenty, a najgorzej zniosłem chyba ból w okolicy podkolanowej. Cała reszta to pikuś!

Ile trwało dziaranie?

Basia: Udało nam się zmieścić w jednej sesji. Myślę ze ok 7 godzin nam zeszło z uwzględnieniem jednej przerwy na obiad.

Jesteście zadowoleni z efektu końcowego? Tak to miało wyglądać?

Basia: Nie wiem, czy przyjdzie kiedyś taki dzień, w którym będę w stu procentach zadowolona z jakiegokolwiek tatuażu wykonanego przeze mnie. Mam nadzieje, że nie. Jestem z tych, którzy po skończonej pracy, wieczorami oglądają zdjęcia swojej pracy i na maksymalnym zbliżeniu wyszukują te miejsca, w których chciałabym coś zrobić lepiej. W tym wypadku jestem względnie zadowolona, wykonałam go najlepiej jak potrafiłam i włożyłam w niego sporo serca. Najważniejsze dla mnie jest to, ze Łukasz wychodził ze studia z uśmiechem, a to znaczy, że chyba nie wyszło najgorzej (śmiech).

Łukasz: Wracam do Basi, bo uwielbiam jej precyzję, dbanie o szczegóły - jest perfekcyjna. Podobnie było w przypadku tego tatuażu - Pan Rysiu jest idealny.

Barbara Kiczek - Zobacz portfolio i zrób tatuaż
Barbara Kiczek - tatuażysta z Katowice. Portfolio tatuaży, wzorów, informacje kontaktowe.