Kielce: Krzysztof "Aniołek" z Children Of The Grave

Zawsze lubiłem styl cartoon, w którym pracowałem przez wiele lat, ale w pewnym momencie stał się on dla mnie za ładny i miły. Chciałem połączyć ten styl z mrocznymi klimatami, które zawsze lubiłem, oraz brudną fakturą pędzli Photoshopowych. Nie jest to jakiś konkretny styl tatuażu, nazywam go „śmieszno-strasznym”.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

Przed tym jak zaczynałem zabawę w tatuowanie, mając naście lat robiłem grafiki do płyt kapel metalowych, rysowałem koszulki oraz tak zwane „telewizory”. Dla niewtajemniczonych były to przeważnie loga oraz okładki płyt znanych zespołów,  malowane na plecach katan, dżinsówek. Siedząc tak mocno w subkulturze metalowców zapragnąłem mieć swoją kapelę, drzeć mordę w mikrofon, być sławnym i być true Black Metal. Niestety ten plan legł w gruzach z braku, jak teraz mniemam, mojego samozaparcia. W ówczesnym czasie tatuaże mieli tylko wojskowi, kryminaliści oraz ludzie wątpliwego pochodzenia, czyli subkultury. Kilka lat wcześniej patrzyłem z zachwytem na tatuaże moich wujków. Te wzory były bezczelne, aroganckie i gwoździem robione. Sam rysując długopisem po swoim ciele błądziłem w marzeniach, aby mieć takie same. W tamtym czasie brat mojego kompana, z którym włóczyliśmy się po kraju po różnego rodzaju koncertach, ręcznie robioną kolką zaczął piętnować znajomych tuszem z perełki. Wtedy przyszedł czas, aby zamienić długopis na tusz w skórze.  Spędzałem czas na dziaraniu się i słuchaniu muzyki, nie mając nic lepszego do roboty, mając w głowie wszystkie wymalowane koszulki, telewizory, loga i okładki płyt. Napędzony wiarą w sukces, jednocześnie podekscytowany czymś zupełnie nieznanym, zbudowałem swoją pierwszą maszynkę do tatuażu bo na kupno profesjonalnej nie było mnie wtedy stać i zacząłem dziarać, bo tatuowaniem to raczej ciężko było to nazwać.

Kiedy dokładnie zacząłeś dziarać?

To była pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych, i oczywiście jak na tamte lata przystało, była to chata. Pierwsze tatuaże zrobiłem w swoim pokoju, który po pewnym czasie zaadaptowałem na takie pokojowe studyjko. Pomimo surowych warunków było tam klimatycznie. Muza grała, przychodzili znajomi. Rock’n’roll i tattoo.

Tatuowanie to dla ciebie praca czy styl życia?

W obecnym czasie jedno i drugie. Z jednej strony jestem rzemieślnikiem, który musi sprostać wymaganiom aparatu organu administracji publicznej płacąc podatki, zusy, zaiks itp. Z drugiej, chcąc być artystą, forsuje moje pomysły, aby zaspokoić moich klientów i własne ego.

A jak nie dziarasz to co robisz?

Jestem entuzjastą majsterkowania, zwierząt, przyrody, ciszy i spokoju. Z racji tego, że razem z żoną mieszkamy poza miastem, to wszystko to mamy tam w zasięgu ręki. Jest las, z którego przychodzą do nas sarny, dziki, lisy, jeże i przypełzają żmije. Przylatują nietoperze, kuropatwy i bażanty. Palimy ogniska na których Gwidon, Dziadek (nasze psy) i Gruby (kot) sępią od nas kiełbasę. W warsztacie garażowym poświęcam czas na drobne prace stolarskie, renowację starych mebli, antyków oraz bawię się w ogrodnika. Aranżuje i buduję infrastrukturę ogrodowo-leśną. Sadzę i przesadzam, sieję i przycinam: drzewa, krzewy kwiaty i byliny. Słucham dużo muzyki, oczywiście jak tylko powrócą koncerty postaram się być, na każdym którym tylko będę mógł. Od kilku lat zimą pływam w rzece pokazując środkowy palec wszelakim chorobom i infekcjom. To wszystko zabiera mi cały wolny czas, którego niestety nie mam za dużo. Jak wiadomo zawód tatuażysty to praca twórcza i zabiera mi ona około 12 godzin dziennie zahaczając często o weekendy.

Zastanawiałeś się kiedyś kim byś był gdybyś nie tatuował?

Wiele razy, na pewno nie byłbym wokalistą metalowym. Ale mógłbym być stolarzem lub leśniczym. Tak myślę, że mógłbym mieć zakład stolarski zlokalizowany w lesie z dala od ludzi przy leśniczówce. To było by zajęcie dla mnie, gdybym porzucił tatuowanie.

Lubisz guest spoty?

Chętnie przyjmuję gości w swoim studiu, niestety pandemia skutecznie uniemożliwiła mi tą formę pracy z artystami z innych studiów. Mam nadzieję, że po powrocie zza światów wszystko wróci do normy i będę mógł znowu bez przeszkód gościć w swych progach świetnych artystów tatuażu. Osobiście niechętnie zgadzam się na spoty, nie przepadam za pracą poza domem, jest to dla mnie bardzo męczące. Zdecydowanie preferuję pracę w swoim studiu.

A konwenty?

Uwielbiam, ale tylko jako obserwator. Świetnie jest, kiedy możesz spotkać wielu znajomych z odległych zakątków kraju w jednym miejscu. Z każdym pogadać, pójść coś zjeść oraz wychylić szklaneczkę małego co nieco. Fajnie jest poobserwować najlepszych tatuatorów na żywo, w akcji. Jako wystawca, nienawidzę całego tego ciśnienia związanego z konkursami, zamieszania z ludźmi odwiedzającymi konwent. Napieprzu muzyki, której nie znoszę. Po weekendzie takiej pracy jestem totalnie zmiażdżony. Aczkolwiek lubię małe, undergroundowe konwenty, na których czuję się jak ryba w wodzie i na których chętnie bywam w charakterze wystawcy.

Jakie są największe wady tego zawodu ?

Jak każdy zawód ma on swoje zalety i wady. Zalet jest zdecydowanie więcej, ale wady potrafią skutecznie poskutkować tym, że słowa (tu nastąpiło wypikanie) wypowiadam przy każdym bólu pleców, stawów oraz kiedy mam do czynienia z niezdecydowanym i niecierpliwym klientem.

Jakieś rady dla tych, którzy chcieli by spróbować swoich sił w tatuowaniu?

Nie mam żadnych rad i tak nikt tego nie słucha.

Pamiętasz swój pierwszy raz, gdy wbiłeś igłę w czyjąś skórę?

Nie było to jakieś spektakularne wydarzenie. Wtedy uznałem, że wyszło to zajebiście i już umiem dziarać. Po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, że dziarać to może i umiem ale tatuować to już nie.

A swoją pierwszą maszynę?

Mam ją do dziś. Jest oprawiona w ramki i wisi na honorowym miejscu przy moim stanowisku pracy. Zbudowałem ją sam, z brzęczyka do akwarium, obudowy od starego magnetofonu kasetowego i metalowego długopisu. Igły zrobiłem ze struny od gitary. Początkowo kleiłem je na klej Cyanopan, lutowane były w późniejszym czasie. Zestaw 3. okrągła i 7. płaska, tylko takie były wtedy w użyciu przyklejane do druta niewiadomego pochodzenia. Profesjonalność oraz sterylność nie były mocnym atutem tej maszyny. Po kilku tygodniowych testach zbudowałem drugą, już nie na brzęczyku, ale na silniczku i na bank nie był to silniczek od walkmana. Jeśli dobrze pamiętam to był silniczek od magnetofonu, z którego wyciągnąłem obudowę do budowy pierwszej maszynki .To była zdecydowanie lepsza konstrukcja od pierwszej. Miała już moc pozwalającą wbić igłę w skórę. Sprzedałem ją ziomowi, który akurat odbywał zasadniczą służbę wojskową, przy kontroli na wartowni strażnicy mu ją zajumali. Dalszy jej los jest mi nieznany. Po niej przyszedł czas na profesjonalny sprzęt, którym była używana maszyna od Piotra Żurawskiego.

Cewka czy rotarka?

Do pracy zdecydowanie rotarka. Cewka ma duszę, wygląd, charakterystyczny dźwięk, seksapil (cewka to przecież rodzaj żeński), ale rotarką zdecydowanie lepiej mi się pracuje, jest lżejsza, cichsza i przede wszystkim mocniejsza, a ja lubię mocne maszyny. Niestety, wizualnie typowe ratraki są mega brzydkie, zero w nich uroku. Nie to co cewkowe maszyny, są przepiękne, nie ma porównania.

Czym teraz dziarasz?

Od wielu lat jestem wierny marce Cheyenne. Do dziś pracuję na pierwszym Thunderze, którego katuje prawie non stop  i jest nie do zdarcia. Dwa lata temu kupiłem Cheyenna Sol Terra i używam jej sporadycznie, do cieniowanych prac. Tak wiem, to jest maszyną do konturu i kolorów, ale ja lubię mega mocne maszyny i te, powiedzmy dedykowane do cieniowania strasznie mi zamulają pracę. Lubię szybko zrobić tatuaż, aby klient cierpiał jak najkrócej. Ktoś może pomyśleć, że takimi maszynami oram skórę. Nic bardziej mylnego, wszystko zależy od ręki oraz doboru mocy na zasilaczu do miejsca, na którym jest wykonywany tatuaż.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Większość artystów dąży do perfekcji technicznej i oczywiście jest to dobra cecha. Ale czystość tych prac mnie już znużyła stało się to takie typowe i przewidywalne. Robi to efekt WOW i to są świetne prace. Ale moim zdaniem brakuje w tym wszystkim już oryginalności, koło w tym przypadku już zostało wynalezione. Większość obdziera do kości już znane patenty robiąc to na swoją modłę. Postawiłem na brudność swoich prac, ale nie taki techniczny brud raczej wizualny. Któregoś dnia siedząc przy ognisku przyszła mi taka myśl, aby zrobić tatuaż tak brudny, wizualnie fakturowy jak popiół w palenisku. Znalazłem takie narzędzie, pędzle w Photoshopie i zacząłem robić takie projekty, a potem przenosić je na skórę. Zawsze lubiłem styl cartoon, w którym pracowałem przez wiele lat, ale w pewnym momencie stał się on dla mnie za ładny i miły. Chciałem połączyć ten styl z mrocznymi klimatami, które zawsze lubiłem, oraz brudną fakturą pędzli Photoshopowych. Nie jest to jakiś konkretny styl tatuażu, nazywam go „śmieszno-strasznym”.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspiracje?

Pomysły z reguły przynoszą mi moi klienci, ja je tylko ubieram w obrazy. Z reguły są to duże prace koncepcyjne, każda ma swój tytuł, nazwę i swoją historię. Przychodzi osoba i opowiada mi, że chce mieć tatuaż, ale dokładnie nie wie jaki. Wie tylko, że chce go zrobić u mnie. Z konsultacji wysupłujemy jak najwięcej informacji odnośnie oczekiwań. Przeważnie w projekcie są zawarte znane postaci z komiksów, filmów czy kreskówek, przedstawione na swój sposób. Rzadziej są to całkowicie fikcyjne opowieści.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest to prosta sztuka.

Na pewno czysta skóra jest lepszym medium na ładny tatuaż, ale niestety niekiedy muszę się zmierzyć z coverem czy też z blizną. Co do coverów to z reguły nie mam z tym problemów, wystarczy tylko dobrać odpowiedni projekt do starego tatuażu. Jeśli moja koncepcja nie odpowiada klientowi wtedy możemy rozjaśnić stary tatuaż laserem. Jest to co prawda zabieg czasochłonny i długotrwały, ale wtedy pole do popisu zdecydowanie nam się zwiększa. Blizny tatuuje tylko w pełni zagojone, jeśli któraś budzi moje wątpliwości, odsyłam klienta do lekarza aby mógł się skonsultować czy można na niej wykonać tatuaż.

Ile czeka się na sesję do Ciebie? Jak się zapisać? Korzystasz z serwisów bookingowych typu Tattoodo czy InkSearch?

Na obecną chwilę czas oczekiwania na sesję to 3 miesiące. Są to pełne zabukowane całodniowe sesje od poniedziałku do piątku. Zapisów można dokonywać telefonicznie, mailowo oraz przez fanpage na facebooku oraz Instagramie. Muszę się przyznać, że jeśli chodzi o nowoczesną technologię umawiania sesji to nie korzystam z tych możliwości, ponieważ są mi one zupełnie nieznane. Najlepszym rozwiązaniem dla mnie był osobisty kontakt z klientem, ale zdaje sobie sprawę z wymogu dzisiejszych czasów, oraz dzielącej odległości pomiędzy mną a klientem.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Znam entuzjastów ręcznego rysowania na kartce papieru i wielki dla nich podziw za ich pracę. Ma to swój urok. Ja robię to dość rzadko i sporadycznie. Zdecydowanie jestem zwolennikiem programów graficznych i tabletu. Zaczynałem od Pentagrama i muszę przyznać, że na początku ciężko mi było ogarnąć to narzędzie. Małymi kroczkami doszedłem do momentu, gdzie obsługa nie sprawiała mi już żadnych problemów i teraz posiadam Wacom model Cintiq 13hd i jestem z niego bardzo  zadowolony. Na nim robię już teraz wszystko. Program graficzny daje mi znacznie więcej możliwości, kolorystyka, tekstury, warstwy itp. Kartkę papieru możemy porównywać do maszynki cewkowej, ma swój urok. Ale tablet rozpościera szersze horyzonty.

Co jest większa sztuką. Zrobienie fajnego projektu czy przeniesienie go na skórę?

Zdecydowanie zrobienie projektu. Tatuując odwzorowuję to co mam w projekcie, oczywiście muszę zmierzyć się z nierównościami terenu. Ale projektując biorę to pod uwagę np. gdzie wypadnie łokieć, kolano, i inna cześć ciała, gdzie coś się zgina albo rozgina. Tworząc taki projekt biorę to wszystko pod uwagę, a to zajmuje bardzo dużo czasu, niejednokrotnie więcej niż sam proces tatuowania. Tatuaż to zwieńczenie procesu myślowego nad projektem. Zdarza się też tak, że ten proces twórczy przenosi się na proces tatuowania, gdy musimy nanieść jakieś poprawki. Dodać lub ująć jakiś element, co traktuję już jako kosmetykę, która nie zajmuje mi wiele czasu.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Jeśli robimy drobne korekty typu: sklejanie kilku zdjęć w jedno, dodajemy jakieś logo, kadrujemy to nie widzę problemu. Sam to robię. Zdecydowanie jestem zwolennikiem umiejętnego zrobienia dobrego zdjęcia lustrzanką cyfrową, nie telefonem. Obecnie korzystam z Nikona D7000. Trochę zajmuje mi czasu ustawienie dobrego światła, dopasowanie ustawień aparatu oraz wyboru odpowiedniego miejsca w którym tatuaż będzie najlepiej wyglądał. Średnio robię około 20-30 zdjęć z których wybieram jedno najlepsze. Często wyrzucam wszystkie, gdy jestem niezadowolony z efektu. Przez to niestety wiele prac nie zostaje opublikowanych. Przygotowanie, zrobienie, wybranie najlepszego, korekta zajmuje mi 2-3 godziny, po to właśnie tyle zachodu, aby nie ingerować totalnie w jakość tej pracy.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłeś?

Pierwsze tatuaże, było ich kilka wykonałem sam sobie. Pierwszy był zwykłą kolką, taki ówczesny handpoke, robiony na strychu w ukryciu przed mamą i to była tragedia. Już nie mam tych tatuaży, zostały usunięte laserem i zacoverowane. Na obcej skórze lepiej nie było, ale w tamtym czasie wcale nie chodziło o jakość wykonania. Z resztą nikt na to nie zwracał uwagi, nie było wielkich oczekiwań. Była dziara i już było git. Dopiero później przychodziła refleksja.

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Jest taki jeden tatuaż, który zawsze mam przed oczami jak ktoś o to pyta. To jest cały rękaw przedstawiający historię ekipy niegrzecznych miśków pt. Taka historyja. To jest jeden z tych tatuaży którego żałuję, że sam go nie mam.

Najdziwniejszy tatuaż który zrobiłeś?

Robiłem różne głupie rzeczy np. uśmiech pod dwoma pieprzykami co dało nam uśmiechnięta mordkę. Zegarek, ale taki na pasku zapięty na nadgarstku i bez wskazówek. Klient oświadczył, że będzie sobie je długopisem domalowywał. Czy są to dziwne tatuaże? Dla mnie nie. Ale trafił mi się kiedyś dziwny klient, który chciał mi zapłacić 30 000 zł. za zrobienie tak zwanych mgiełek na powiekach. To mnie zdziwiło, nie mgiełki, tylko te 30 koła. Nie zrobiłem mu tego, był dziwny.

Czy są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Nie podejmuje się wykonywania minimalistycznych tatuaży, jednak rozmiar ma znaczenie (śmiech).

Najdziwniejsza rzecz jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Klient zemdlał. Nic w tym dziwnego, ale w jaki sposób to zrobił to już było dziwne. Podczas sesji poprosił o przerwę... Wchodząc do łazienki stracił przytomność złapał się umywalki i wyrwał ją ze ściany. Nogi w łazience głowa na korytarzu umywalka rozpierniczona, woda się leje ze ściany. Co robić najpierw, cucić jegomościa czy zakręcać wodę? Człowiek przeżył, umywalka niestety nie.

Czy jakieś szczególnie zachowania u Klientów Cię irytują?

Niezdecydowanie, niecierpliwość oraz niedotrzymywanie słowa. Da się z tym żyć, ale gdyby nie to, życie było by prostsze i mniej nerwowe.

Janusze tatuażu to?

„Ja Ci zrobię lepiej i taniej, nie idź tam bo Cię zgolą i spieprzą dziabę”, „Ja się znam lepiej, posmaruj to Alantanem, ja zawsze tak goję i nic się nie stało”, „Nie robię kolorowych dziar, bo wyblakają”. Jeśli ktoś Ci tak powiedział to, to był Janusz, albo Grażyna.

Czy jest jakiś artysta, który ma lub miał wpływ na Twój styl?

Mając 47 lat mogę śmiało powiedzieć, że przez te wszystkie lata było ich wielu. Zaczęło się od muzyki, pierwsze tatuaże które zrobiły na mnie wrażenie do tego stopnia że sam zapragnąłem tatuować mieli muzycy Biohazard i Illusion. Zaraz po nich pojawili się Piotr Żurawski i Tomasz Skoczypiec. To oni pokazali mi jak zlutować igły i złożyć maszynę. Rafał Peczyński oraz Mariusz Jurczak z radomskiego studia. U nich łapałem pierwsze szlify i odkupując od nich moją pierwszą profesjonalną maszynę made in Piotr Żurawski, wciągnąłem się w to bez reszty. Przyszedł czas na malarstwo: Hans Rudolf Giger, Zdzisław Beksiński, Hieronim Bosch, Salvador Dali. W połączeniu z muzyką Satyricon, Khold czy DarkThrone dało mroczne połączenie. Po kilku latach tatuowania czaszek i diabłów, moja wyobraźnia zatoczyła koło i wróciła do dzieciństwa. Bolek i Lolek, Żwirek i Muchomorek, Reksio, Wilk i Zając, Krecik to były bajki które lubię oglądać do dziś. Będąc już dorosłym poszerzyłem je o kreskówki: Czesio, Piesek Leszek, 1000 złych uczynków. Nie mogę tu nie wymienić takich tatuażystów jak: Gonzo, Anabi, Prykas, Piotr Wojciechowski, Tofi, Paul Booth, Kynst czy Volker Merschky. Ostatnie lata to fascynacja ilustratorami: David Lozeau, Matt Dixon, Arthur Mask czy Teddy Scares. W połączeniu z czeskim grincorem  wyobraźnia może oszaleć.  Na końcu tego łańcucha od lat jest moja żona, Katarzyna Misiawcina, która jest bacznym recenzentem moich dokonań, niemającym skrupułów „delikatnie” zwrócić mi uwagę gdy coś jej się nie spodoba. Wszystkie te osoby, które tu zostały wymienione miały oraz mają wpływ na to co teraz robię i gdzie aktualnie jestem.

Krzysztof “Aniołek” - Zobacz portfolio i zrób tatuaż
Krzysztof “Aniołek” - tatuażysta z Kielce. Portfolio tatuaży, wzorów, informacje kontaktowe.