Piła: Tomasz Schiller z Concret Ink

Preferuję realistykę. Uwielbiam, gdy mam wolną rękę w wykonaniu projektu. Często robię projekty na zasadzie swoich pomysłów, które uwielbiam dziarać najbardziej. Myślę, że projekty są jedną z moich mocnych stron. Zawsze staram się indywidualnie podejść do każdego tatuażu, wysłuchać klienta i stworzyć coś innego, czego nie robiłem przedtem. Klienci bardzo to doceniają.

Skąd pomysł, że zostaniesz tatuażystą?

To stało się całkiem przypadkowo. Dość zabawna sprawa. Mój teściu zakupił cały sprzęt dla siostry mojej partnerki. Pewnego dnia totalnie z nudy chwyciłem za maszynkę zastanawiając się jak to może działać. Znalazłem kawałek skóry i zacząłem bazgrać. Od razu poczułem, że to jest to, czym chciałbym się zająć na poważnie.

Jak długo dziarasz?

Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć. Profesjonalnie w studiu już prawie 4 lata. Byłem około 6-7 lat temu na szkoleniu w Akademii Paredo w Krakowie. Po tym jednak bardzo ciężko było mi zacząć profesjonalnie tatuować ze względu na to, że nikt nie chce przyjąć do pracy bez doświadczenia. Mieszkałem za granicą w tamtym czasie i pracowałem w innym sektorze, więc tatuowanie odeszło całkiem na bok. Za to cały wolny czas poświęcałem rysowaniu. Zdecydowałem, że nie ma, co tego dalej odwlekać i w Londynie zacząłem szukać pierwszego studia, gdzie mógłbym zacząć się uczyć na poważnie.

Tatuowanie to dla Ciebie praca czy styl życia?

Myślę, że i to i to. Jest to jedyna forma mojego utrzymania, ale zarazem nie wyobrażam sobie, bym mógł robić coś innego. Brakuje mi tego jak mam kilka dni wolnych i non stop myślę, co by tu nowego zrobić.

Zastanawiałeś się kiedyś, kim byś był, gdybyś nie tatuował?

Kosmonautą.

A jak nie dziarasz to, co robisz?

Staram się zrelaksować i odpocząć. Xbox, Netflix, jeśli mam więcej czasu to gdzieś wyskakujemy na kilka dni.

Lubisz guest spoty?

Bardzo. Głównie ze względu na to, że można poznać bardzo dużo osób. Często są to artyści, których prace uwielbiam i mogę zobaczyć jak pracują i wiele się przy tym nauczyć

Skoro zaczynałeś za granicą to jak na tym tle oceniasz poziom naszych krajowych artystów?

Paradoksalnie przez to, że większość czasu spędziłem za granicą to mogę powiedzieć, że dopiero zaczynam poznawać Polskich artystów. Myślę, że od przyszłego roku zacznę częściej uczestniczyć w konwentach i poznawać wszystkich (śmiech).

Jakie są największe wady tego „zawodu”?

Będąc szczerym myślę, że powtarzalność. Klienci często pytający o te same projekty. Na szczęście bardzo duża większość jest otwarta na różne pomysły. Inne wady? Ciężko mi nawet coś wymyślić... Więc nie są znaczące.

Jesteś właścicielem studia. Ciężko jest prowadzić własny biznes?

Prowadzimy studio razem z moją partnerką. Na moje szczęście ona zajmuje się całą "papierkową robotą". Ja od czasu do czasu namieszam coś w kalendarzu, ale głównie skupiam się na dziaraniu i tym, żeby od strony praktycznej w studiu wszystko działało jak należy. Czy ciężko prowadzić studio? Muszę powiedzieć, ze inaczej... Zdecydowanie łatwiej jest iść do studia, skupić się tylko i wyłącznie na tatuowaniu i iść do domu. Prowadząc studio jest ciągle coś innego do robienia i to trochę męczy. Ale nadal mam nadzieję, że to tylko tak z początku.

Jakieś rady dla tych, którzy chcieliby pójść na swoje?

Nie spieszcie się z tym (śmiech).

Pamiętasz swoją pierwszą maszynkę?

Były to zwykłe cewki. Potem udało mi się kupić Humminbirda. Chyba jedna z pierwszych rotacyjnych, na którą było mnie wtedy stać.

Cewka czy rotarka?

Zdecydowanie rotacyjna. Głównie ze względu na prostotę jej działania. Wszystko dosłownie, leży w twoich rękach. No i styl, w którym tatuuje, używam wiele różnych igieł, które co chwile zmieniam.

Czym teraz dziarasz?

FK Irons, Xion.

Czy preferujesz jakiś styl tatuowania?

Realistyka. Uwielbiam, gdy mam wolną rękę w wykonaniu projektu. Często robię projekty na zasadzie swoich pomysłów, które uwielbiam dziarać najbardziej. Myślę, że projekty są jedną z moich mocnych stron. Zawsze staram się indywidualnie podejść do każdego tatuażu, wysłuchać klienta i stworzyć coś innego, czego nie robiłem przedtem. Klienci bardzo to doceniają. Chciałbym również zmieszać b&g z kolorem, na co mam kilka pomysłów, jednak ciężko mi się za to zabrać.

Czy robisz własne projekty i skąd czerpiesz inspirację?

Tylko i wyłącznie. Proszę zawsze o podesłanie kilku inspiracji, żeby bardziej zrozumieć co klient ma na myśli i jakie ma oczekiwania. Ale zawsze robię coś swojego. Jeśli chodzi o inspiracje to różnie... często sam mam pomysł jak bym chciał to zrobić.

Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie robisz tak bardzo realistyczne prace? Gdzie etap Januszowania?

Z pewnością ten etap mnie nie ominął. Pierwszym studiem, w którym udało mi się dostać prace było w Camden w Londynie. Januszowanie to niestety była tam codzienność. Myślę, że pomogło mi zaparcie i chęć, że chcę czegoś więcej. Bardzo dużo analizowałem prace innych, szukałem informacji, pracowałem nad techniką i starałem się poprawić moje prace. Do dziś bardzo krytycznie do nich podchodzę. W większości nie skupiam się nad tym co mi fajnie poszło ale nad tym co jeszcze mogę zrobić lepiej. Myślę, że takie podejście pozwala mi się rozwijać. Jeszcze mam wiele do nauczenia się.

Podejmujesz się coverów lub dziarania na bliznach? Nie jest prosta sztuka…

Coverów bardzo rzadko. Irytuje mnie brak wolności przy ich robieniu. Po prostu tak to trzeba zrobić...  Jeśli chodzi o blizny to też zależy, jakie.

Rysunek własnoręczny czy program graficzny/tablet graficzny?

Pierwsze tatuaże rysowałem. Na początku za każdym razem jak miałem projekt, który bardzo chciałem dobrze zrobić, siedziałem 2-3 dni i go skrupulatnie rysowałem ołówkiem. Teraz po opanowaniu techniki bardziej, czuję się pewniej żeby dziarać głównie ze zdjęć. Często coś dorysowuje i poprawiam, ale większość projektu wykonuje na tablecie.

Czy składanie zdjęć w programie graficznym to sztuka? Czy sztuką jest przeniesienie tego na skórę?

Na pewno forma sztuki. Myślę, że tu liczy się głównie pomysł no i umiejętność przeniesienia tego na skórę. Jakość tatuażu i technika. Na realistykę bardzo dużo się składa. Warto odróżnić to od po prostu black and grey tatuaży. Trzeba zwrócić uwagę na kontrast, światło, jak tatuaż układa się na mięśniach, wielkości, detalach i wielu innych rzeczy.... Potem przenieść to wszystko na skórę. Co nie jest prostym zadaniem.

A co sądzisz o „podrasowywaniu” zdjęć wykonanych tatuaży?

Myślę, że w granicach zdrowego rozsądku, nie ma w tym nic złego. Używanie lampy polaryzacyjnej, która poprawia, jakość zdjęcia. Widać na niej również wszystkie błędy, jakie tatuażysta popełnił. Więc jeśli ktoś czuje się pewnie i używa samej lampy do zrobienia dobrego zdjęcia swojej pracy, myślę, że jest to ok. Natomiast, uważam, że jest bardzo źle ingerować w prace w innych formach jak np. poprawiać linie, przerysowywać kontrast, rozmazywać cieniowanie itd... tego nie powinien nikt robić. Robienie złych zdjęć jest równie złe jak ich nadmierne podrasowywanie. Myślę, że trzeba znaleźć tutaj balans. Zawsze pamiętam o tym, że klienci przychodzą do mnie po tatuaż z oczekiwaniami, które mają po obejrzeniu moich prac w internecie. Gdybym podrasowywał swoje zdjęcia, to myślę, że wielu z nich było by zawiedzionych po sesji. Takie podejście jest dobrym wyznacznikiem granicy w edytowaniu zdjęć.

Pamiętasz pierwszy tatuaż, który zrobiłeś?

Był to napis gotykiem. Bardzo się bałem, ale bardzo chciałem zobaczyć jak to jest i jak mi wyjdzie. Robiłem go cewką, nie pamiętam dokładnie, co to była za maszynka. Wyszedł ok. Ciężko stwierdzić czy klient był zadowolony, bo po prostu chciał napis, to miał (śmiech).

Tatuaż, z którego jesteś najbardziej dumny?

Bardzo ciężkie pytanie. Jak wspomniałem wcześniej, cały czas się uczę. Staram się poprawić i dotrzeć do pewnej jakości w moich pracach. Patrząc na nie wstecz, w każdym tatuażu jest coś, nad czym się skupiałem. Czy pokazać światło, czy perspektywę, czy zrobić fajną teksturę. Pamiętam jak miałem problem żeby cieniować gładko i robić przejścia między tonami. Włożyłem w to sporo wysiłku aż w końcu mi się udało. Myślę, że tamten tatuaż był przełomem, bo mogłem się skupić na kolejnej rzeczy... I wydaje się jak by to nigdy się nie kończyło, bo zawsze znajdzie się ten kolejny krok. Dlatego też, ciężko jest mi wybrać ten jeden tatuaż...

Najdziwniejszy tatuaż, który zrobiłeś?

Było tego trochę... Najczęściej są to okolice intymne. Miałem kilka pytań o różnego rodzaju "węże". Zadziwiające jest to, że to kobiety o nie pytają. Niestety za mało materiału do pracy na realistykę (śmiech).

Są motywy, których masz już dość lub nie robisz?

Nikt mnie nie zmusi do robienia mandali ani tribali. Brak mi cierpliwości na to. Lion tattoos... Uhh... Za to lubię wilki (śmiech).

Najdziwniejsza rzecz, jaka Ci się przytrafiła w trakcie tatuowania?

Miałem pewnego razu klienta, który był bardzo zestresowany. Był to jego pierwszy tatuaż, na który przyszedł z dziewczyną. Uspokoiłem go, wytłumaczyłem, co i jak. Pamiętam jak powiedziałem, że uzupełnianie cukrów pomaga w samopoczuciu podczas tatuowania. Jego dziewczyna momentalnie poleciała nakupować mu słodyczy i dużą butelkę coli. Nie minęło 10 minut a zemdlał. Poczekaliśmy, aż się lepiej poczuje, po czym zrobiliśmy drugie podejście. Pamiętam jak siedział i tak się bał, że znowu zemdleje, że nieustannie pił tą cole. Wypił całą litrową butelkę w niecałą godzinę, a jak mu się skończyła zaczął panikować i znowu mdleć. Zajęło nam 3 sesje żeby skończyć tatuaż na przedramieniu. Po czym na końcu mówi, że ma już pomysł na drugą stronę. Wtedy ja mało nie zemdlałem.

Czy jakieś szczególne zachowania u Klientów Cię irytują?

Myślę, ze nieufność w stosunku do designów. Nie wiem skąd to w Polsce wynika... Zawsze do kolejnej sesji przygotowuje się dzień przed, a design robię i dopracowuję z klientem w studiu. Wiele osób to docenia, ale też dużo domaga się ich niemal po dokonaniu zapisu. Muszę im wtedy tłumaczyć, w jaki sposób pracuje, czemu tak i że nie ma, czego się bać. Jest też wiele osób, które wysyłają mi czyjeś tatuaże mówiąc, że to jest dokładnie to, co chcą... Znowu trzeba tłumaczyć. Na szczęście zawsze się udaje (śmiech).

„Janusze tatuażu” to?

Myślę, że problem Januszy jest bardziej złożony. Ego i brak oczekiwań od samych siebie. Zdecydowanie niesprawiedliwie jest tak nazywać kogoś, kto dopiero się uczy. Każdy z nas zrobił jakieś babole. Ale jest wiele ludzi, którzy chwytają maszynkę, zrobią 2-3 tatuaże i otwierają studia. Patrząc nawet po kilku miesiącach na ich prace nic się nie zmienia. Myślę, że ich śmiało można nazwać Januszami. A takich osób niestety nie brakuje i to nie tylko w Polsce. Janusze są wszędzie (śmiech).

Pobierz aplikację