Kraków
Kraków
Moja historia związana z branżą tatuatorską rozpoczęła się, jak pewnie u wielu, od złapania bakcyla na przyjmowanie tuszu pod własną skórę. Choć od momentu pierwszego zetknięcia z igłą, po dzień gdy sam chwyciłem za maszynkę musiało minąć ponad 10 lat. Mój pierwszy tatuaż wykonałem w trakcie jednej z edycji krakowskiego Tattoofestu. Może gdyby okoliczności wykonywania go były inne to nie zostałbym aż tak mocno wchłonięty w tą rzeczywistość, a może nie? Nigdy się nie dowiem. Moja zajawka na tatuaże zaczęła się jednak w ten sposób. Byłem wtedy studentem pierwszego roku studiów inżynieryjnych na jednej z krakowskich uczelni. Swoją przyszłość wiązałem z pracą biurowo-projektową, bo przecież „tylko studia techniczne” zagwarantują mi pewne wejście na rynek pracy. Pomimo tego, że od małego rysowałem i w swoim najbliższym towarzystwie miałem mnóstwo bardzo utalentowanych osób, które w wielu przypadkach, są obecnie absolwentami Akademii Sztuk Pięknych, ja trwałem w przekonaniu, że nijak mi się do nich porównywać. Praca związana z szeroko rozumianą sztuką nie może być dla mnie. I tak z biegiem czasu coraz rzadziej sięgałem do swojego szkicownika na rzecz kalkulatora. Przez lata próbowałem przekonać sam siebie, że praca inżyniera może dać mi zawodową satysfakcję, do momentu gdy coś we mnie pękło. Porzuciłem dotychczasowe plany i po niedługim czasie oraz kilku różnych życiowych perturbacjach wylądowałem na lotnisku w Delhi, by rozpocząć kilkumiesięczną podróż, która miała przynieść odpowiedzi na najpoważniejsze pytania. Gdy wróciłem do kraju i miałem już na koncie tytuł magistra inżyniera, doświadczenia pracy jako projektant, instruktor pływania, pracownik korporacji, pracownik fundacji, szef zespołu promocji, czy…klown, przyszła kolej na podjęcie decyzji co chciałbym w życiu naprawdę robić. W międzyczasie, o czym chyba nie muszę wspominać, sporo tuszu zagościło na stałe pod moją skórą. Musiałem zadać sobie pytanie co dałoby mi najwięcej satysfakcji, nie myśląc jednocześnie kategoriami, że cokolwiek może nie leżeć w moim zasięgu. Tatuowanie, jak bardzo bym się nie starał, za każdym razem lądowało na szczycie listy. I tak, początkowo nie artykułując tego na głos przed nikim poza sobą, rozpocząłem przygotowania. Pracując na etacie jako pracownik korporacji, odkopałem szkicownik, zapisałem się do szkoły rysunkowej i malarskiej i przez kilka semestrów poświęcałem wiele godzin na pracę z ołówkiem w ręku. Po jakimś czasie i wielu rozmowach z wspaniałymi osobami, które miałem szczęście spotkać na swej drodze, rozpocząłem praktyki w studiu tatuażu, stawiając wszystko na jedną kartę(w studiu tym pracuję do tej pory). Rozpocząłem kolejny etap codziennej pracy. Najpierw sztuczna skóra, potem rodzina i przyjaciele. W wieku ponad trzydziestu lat po raz pierwszy w życiu czułem, że widzę przed sobą rozwijającą się ścieżkę zawodową. Po raz pierwszy w życiu zacząłem budzić się z uśmiechem na ustach na myśl, że idę do pracy. Po raz pierwszy w życiu musiałem sobie od czasu do czasu przypominać, że to miejsce do którego codziennie chodzę TO JEST moja praca. W tym momencie tatuuje od 1,5 roku. Czuje że z każdym dniem mój progres jest coraz większy, a mój zapał ani na trochę nie spada. Mam poczucie, że wykonuje obecnie najlepszy dla mnie zawód świata. Moja droga do bycia gdzie jestem była dłuższa niż wielu innych osób. Dotarłem tu później niż sam bym pewnie tego chciał, ale na pewno nie mam zamiaru zbaczać z drogi którą wybrałem!
1 058 dni temu