Przemysław Sasor, człowiek banan tatuażu, czyli Banana-Ink

Ludzie tatuażu kwi 09, 2020

Dla naszego Polskiego świata tatuażu, jesteś już trochę jak biały miś z Zakopanego. Nie ma chyba konwentu, w którym nie brałbyś udziału. Opowiesz nam jak to wszystko się zaczęło?

Samym tatuażem zainteresowany byłem od najmłodszych lat, podobało mi się, że można mieć coś na zawsze. Tatuaże Pana Czesława i Janka z bloku były pierwszymi, jakie pamiętam. Z czasem tatuaż zaczął się robić coraz bardziej popularny. W Rybniku pojawiły się pierwsze studia tatuażu, a co za tym idzie moi starsi koledzy zaczęli się tatuować. Wtedy oglądałem wygojone tatuaże kolegów, o swoim mogłem tylko marzyć, bo najnormalniej obawiałem się reakcji rodziców. Mój pierwszy tatuaż zrobiłem sobie w 2006 roku, wykonał go Tofi. Na żebrach żeby rodzice nie widzieli. To właśnie Tofi najmocniej przyczynił się do tego, że zacząłem się bardziej wkręcać w temat tatuaży.

Długo się znacie?

Z Tofim znamy się od najmłodszych lat, mieszkaliśmy razem w bloku. Kiedy Tofi zaczął tatuować, to ciągle przychodziłem po szkole do studia. Do 2009 roku miałem już trzy tatuaże i byłem po swoich sześciu konwencjach tatuaży w Krakowie i Łodzi. Nigdy nie zapomnę tych emocji i radości, że w jednym miejscu tyle różnych ludzi łączy tatuaż. Zakochałem się w tym klimacie i już wtedy wiedziałem, że będę chętnie odwiedzał kolejne edycje. W tym samym roku Tofi otworzył swoje studio INKOGNITO, byłem w nim prawie codziennie. To właśnie w Inkognito pierwszy raz usłyszałem o możliwości tatuowania skórek z banana. Nie mogłem w to uwierzyć. Nigdy wcześniej nawet nie pomyślałem, żeby spróbować złapać za maszynę, bo wiedziałem tylko o możliwości tatuowania świńskich skór, lub szalonych znajomych. Nie widziałem w tym zabawy. Nigdy nie myślałem, żeby zacząć tatuować, ale tatuowania skórki z banana wydało mi się mega śmieszne. Zapytałem Tofiego czy mogę dla beki sobie spróbować i zgodził się w ten sam dzień. Pokazał mi jak złożyć sprzęt, jak go zabezpieczyć. Zrobiliśmy kalkę - „chiński znaczek”. Wykonałem swój pierwszy tatuaż (śmiech). Był krzywy a ja cały spocony, ale zabawa 100%. Oczywiście spodobało mi się i zacząłem się bawić jak były wolne maszyny. W styczniu 2010 roku Tofi był na guest spocie w krakowskim studiu tatuażu Kult, którego właścicielem jest również organizator konwencji tatuażu TATTOO FEST. Podczas pożegnalnej kolacji opowiedział Radkowi i Oli, że przychodzę do studia i dla zabawy tatuuje skórki z banana. Szybko do mnie zadzwonili z pytaniem czy nie chciałbym pokazać tego ludziom i wytłumaczyć jak to się robi podczas ich konwencji. Zwariowałem ze szczęścia, że będę mógł się pojawić na konwencji po drugiej stronie, nie jako zwiedzający. Obawy były potężne, stresik czy w ogóle ktoś przyjdzie. Ku naszemu zdziwieniu jak tylko otworzyłem stanowisko to pojawiła się kolejka chętnych. No i tak się zaczęło. Dwa tygodnie po krakowskiej konwencji odezwali się organizatorzy z Poznania a chwile później z Łodzi. Z czego bardzo się cieszę do dzisiaj.

Wygląda na to, że Tofi jest Twoim ojcem chrzestnym. Gdyby nie on to nie było Cię w tym miejscu, w którym jesteś?

Zdecydowanie to prawda. Gdyby nie Tofi to nadal pewnie jeździłbym na konwencje, jako zwiedzający kolekcjoner tatuaży. Bardzo mu za to dziękuje i jestem wdzięczny. Tofi jest swego rodzaju perfekcjonistą i przez pierwsze 5 lat nie do końca mu się to podobało. Mówił mi wtedy, że to mało profesjonalnie wygląda. Na szczęście z czasem udało mu się zmienić zdanie i cały czas mnie w tym wspiera.

A gdyby to wszystko się nie potoczyło tak jak się potoczyło to, co być dziś robił?

Nigdy nie brałem pod uwagę tego, żeby być tatuatorem. Nie jestem uzdolniony plastycznie. Nie rysowałem nigdy jakoś z pasją, a już wtedy wiedziałem, ile czasu na to trzeba poświecić, żeby robić coś fajnego. Z wykształcenia jestem nauczycielem wychowania fizycznego, skończyłem AWFiS w Gdańsku. Więc w tym kierunku chciałem iść, ale niestety uległem wypadkowi. Otarłem się o śmierć i groziła mi amputacja lewej nogi. Niestety po 18 miesiącach leczenia, nie nadawałem się do wykonywania pracy „pana od fikołków”. Także do końca nie wiem, co bym robił.

Bierzesz udział w różnego typu eventach od konwencji tatuażu, po urodziny czy otwarcia studia tatuażu po zloty motocyklowe i festiwale muzyczne czy imprezy klubowe… coś, co miało być zabawą nagle stało się sposobem na życie? Czy raczej ciekawą odskocznią od codzienności?

Przez dziesięć lat to wszystko się zmieniało. Na samym początku absolutnie niczego się nie spodziewałem. Miałem tylko nadzieje, że w Krakowie się uda i będę mógł tam, co roku wracać. Na moje szczęście w Krakowie udało się i to bardzo. I tak przez pierwsze pięć lat była to moja niesamowita odskocznia od pracy codziennej. Pracowałem wtedy jako przedstawiciel handlowy, doradca finansowy, spedytor… i pewnie jeszcze coś tam po drodze było. Po pięciu latach wyjazdów zaczęło się robić coraz więcej, do tego stopnia, że mój były szef powiedział, „że nie dam Ci już więcej wolnego, za dużo jeździsz, zajmij się tym na cały etat". No i tak zrobiłem. Od 2015 roku jest to mój sposób na życie, a dodatkowo jestem piercerem i menadżerem w INKOGNITO.

Trwa to już ponad 10 lat… pewnie masz mnóstwo niesamowitych anegdot związanych z wyjazdami. Co Ci utkwiło najbardziej w pamięci?

Jak w ciągu roku jesteś np. 250 dni poza domem to wtedy ważna jest dewiza wypowiedziana kiedyś przez Jordana Oterskiego „WSZĘDZIE W DOMU, ALE DOBRZE NAJLEPIEJ”. Pozdrawiam Jordana (śmiech). A tak na serio, każdy mój wyjazd ma coś w sobie, co zasługuje, żeby to zapamiętać. Jest tego tak dużo, że musielibyście chyba cały rok to publikować (śmiech). Cieszę się, że mogę bywać w różnych miejscach na świecie, poznawać ciekawych ludzi, próbować różnego jedzenia. Banana Ink otworzyło mi granice na cały świat, każde nowe miejsce i każda nowa osoba daje możliwości a ja staram się zawsze z tego skorzystać.

Ile w ciągu roku masz wyjazdów?

Zaczęło się od jednego wyjazdu w 2010 i tak np. rekord był w 2016 roku, gdzie zrobiłem 54 wyjazdy. Wtedy poczułem, że to przesadnie męczące. Najgorsza jest sama podróż. Jak już jest się na miejscu to wszystko jest super, ale często odległości, jakie przemierzam są na serio duże. Obecnie staram się we wrześniu mieć już mniej więcej plan wyjazdów na każdy następny rok.

Gdzie byłeś najdalej?

Na dzień dzisiejszy najdalej gdzie byłem to w Hong Kongu. Do Azji leciałem w związku z International Hong Kong Tattooo Convention. W 2015 razem z Tofi i Karolem Rybakowskim zostaliśmy zaproszeni na konwencje i skorzystaliśmy z tego zaproszenia. Oprócz naszej trójki na miejscu spotkaliśmy jeszcze Roberta Hernandeza, Bartosza Kosa, Szymona Gdowicza, Daveeblows. Dla mnie to było niewyobrażalne, że z bananami tam jadę. Cały wyjazd udał się w 100% i od razu zostaliśmy zaproszeni na kolejną edycję. Do dzisiaj w Hong Kongu byłem już 4 razy. Kiedyś to policzyłem. W Polsce byłem w 44 miastach, a za granicą w 35 miastach w 13 krajach: Niemcy, Czechy, Włochy, Hiszpania, Hong Kong, Anglia, Szkocja, Irlandia, Norwegia, Dania, Węgry, Holandia i Belgia.

To, na czym w sumie polega Twoja robota?

Przede wszystkim moim zadaniem jest by w bezpieczny i zrozumiały sposób wytłumaczyć każdemu jak wykonać tatuaż, ale na skórce z banana. Opowiadam i pokazuje jak trzymać maszynkę, jak nabrać tusz, jak zacząć tatuować, jak wykonać linie, jak kolorować, cieniować, robić dot work. Oprócz tego ludzie mają okazje zobaczyć, jak powinien być zabezpieczony sprzęt i jak powinien być przygotowany tatuator do pracy. Dodatkowo, zawsze promuje w swoich social mediach daną imprezę. Zapowiadam swój udział na niej, a podczas eventu robię sobie z każdym zdjęcie i później wrzucam na swój FB. Nagrywam relacje i udostępniam je u siebie. Także u mnie praca zaczyna się i kończy nie tylko podczas eventu.

Czemu akurat banan?

To właśnie o bananie dowiedziałem się, jako pierwszym, że można go tatuować i nie musi to być świńska skóra czy niepoważny kolega. Skórka z banana łatwo przyjmuje tusz pod skórę, bo jest mięciutka, dobrze się rozkłada do płaskiej powierzchni. Prawie każdy lubi zjeść banana. Banan nie ma soku więc nie klei się wszystko dookoła przy obieraniu. Ogólnie banan to taki pozytywny owoc.

Kto może spróbować dziarać pod Twoim okiem?

Do tatuowania zapraszam każdego, nie mam żadnego podziału. Najmłodsze dzieciaki miały zaledwie 18 miesięcy a najstarsza osoba 81 lat. Wiadomo, że tym najmłodszym pomagałem nawet trzymać maszynę, ale udało się. Zapraszam również tatuatorów, by pokazali mi swoje zdolności. Na dzień dzisiejszy to już ponad 13 tys. osób spróbowało wykonać tatuaż na skórce z banana.

Masz swoich uczniów?

Uczniów to za dużo powiedziane. Swego czasu prowadziłem takie warsztaty „wstęp do tatuowania”. Opowiadałem o maszynach, igłach, jak przygotować stanowisko, jak przygotować klienta do tatuowania, tatuowaliśmy skóry z banana i syntetyczne. Generalnie wszystko, co trzeba zrobić by wykonać tatuaż. Żeby nauczyć się tatuować trzeba na to poświecić na serio sporo czasu. Skórka z banana to mała powierzchnia, więc u mnie wszyscy mogą się zainspirować, by później zająć się tym na poważnie. Na dzień dzisiejszy wiem o 54 osobach, które po wytatuowaniu skórki z banana zaczęło pracować nad swym warsztatem i z czasem stali się tatuatorami. Jestem bardzo szczęśliwy, że w jakiś sposób udało się ich zainspirować, a już na maksa się cieszę, kiedy widzę na konwencjach tatuaży jak oni zdobywają pierwsze nagrody.

Gdyby nie Banana Ink nie było by Karola Rybakowskiego?

Można tak powiedzieć. Kiedy poznałem Karola, to od razu wiedziałem jak bardzo  jest uzdolniony plastycznie. Gdybym nie przyprowadził go do Inkognito i nie powiedział o nim w studiu, nie wykonałby pierwszego tatuażu na skórce z banana to Karol pewnie byłby wykładowcą na ASP. Tak naprawdę największa zasługa w tym, że Tofi uwierzył w jego talent i go zatrudnił. Pokazał mu wszystko od podstaw. Nauczył go tatuować, a później Karol sam wszystko sobie poukładał i zrozumiał jak tatuować po swojemu, żeby uzyskiwać takie efekty. Bardzo się cieszę, że kiedyś spotkałem go na imprezie i zaczęliśmy się przyjaźnić i razem pracować. Karol to pierwsza  osoba, która po wytatuowaniu skórki z banana zaczęła tatuować ludzi.

Słyszałeś o bananie przyklejonym taśmą, który okazał się dziełem sztuki i warty był 150 tys. dolarów? Banana Ink to już w pewnym sensie marka. Nie myślałeś o jakimś własnym wernisażu sztuki ink-bananowej? Albo o marce ubrań?

Oczywiście, że słyszałem o bananie przyklejonym taśmą. Na mój fan page na FB i na Instagramie ludzie wysyłają mi całkiem sporo materiałów gdzie jest coś wspólnego z bananem. Od razu dostałem kilka wiadomości o tej sprawie. Co do marki Banana Ink, staram się jak mogę, ale jak wiadomo wszystko wiąże się z czasem. Mam sporo pomysłów, a ich realizacja wymaga czasu i funduszy. Ale mam nadzieje, że wszystko przed nami. Biorąc pod uwagę wernisaż, to mam tyle materiału na zdjęciach, że byłoby to do zrobienia. Jak tylko mi się to uda na pewno będziecie o tym wiedzieli. Jeśli chodzi o ciuszki to udało mi się już przekonać, że to super sprawa. Mam swoje logo BANANA INK, które sam kiedyś narysowałem w jakimś prostym programie graficznym. Finalny efekt dopracowała Joanna Szymańda z Hot Ball Clothing i wyprodukowałem kilka partii koszulek, body dziecięce, a jeszcze do tego razem ze Spontan Haft Produkcja zrobiłem czapeczki i naszywki. Wszystko udało się rozprowadzić po Europie i Azji.

Jakie plany na ten rok i przyszłość?

Plany na 2020 póki, co trzeba odłożyć na bok. Rok zaczął się dobrze byłem na Tattoo Days w Warszawie, na urodzinach studia Blood Line Tatto, na Zwickau Tattoo Expo w Niemczech, w Szkocji u Yarsona na otwarciu jego studia w nowym lokalu. Teraz czekamy na to, co przyniesie nam przyszłość. Rok miałem zaplanowany już prawie cały i pojawiły się nowe kierunki jak Taiwan czy Malezja, może nawet Nowy York. Mam nadzieje, że szybko wrócimy do normalnego życia i nadal będę mógł, zbliżać ludzi do kultury tatuażu na całym świecie.

Nie masz dość bananów? Smakują jeszcze? Ile ich schodzi średnio podczas jednego dnia warsztatów?

Po tych wielu latach, musicie mi uwierzyć. Jestem większym fanem skórki z banana niż samego owocu. Przejadłem się już najnormalniej. Uwielbiam wszelkiego rodzaju przetwory zawierające banany. Nie przeszkadza mi to wtedy i jem ze smakiem, ale sam owoc raczej oddaje do zjedzenia każdemu, kto chce wykonać tatuaż. Do tego na każdej konwencji są weganie i oni już wiedzą, że u mnie zawsze są mile widziani. Kiedyś liczyłem ile tego schodzi, ale wtedy robiłem z jednego banana dwie skóry, to łatwo było wszystko ogarniać, ale z czasem kolejki robiły się, coraz większe, bo ludzie tatuowali spore wzory, wtedy postanowiłem dzielić jednego banana na cztery skóry. Po dwóch tonach przestałem liczyć. A podczas jednego eventu w rekordowej odsłonie (cztery skóry z jednego banana) to zużyliśmy to jakoś pięć lub sześć kilo.

To, co teraz „Taniec z gwiazdami”?

(Śmiech) ani nie jestem gwiazdą ani tancerzem, żeby tam wystąpić, ale jakbym poszedł to bankowo musiałby być jakiś występ w stroju banana.

Wielkie dzięki za Wasze zainteresowanie i wsparcie. Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia.

Tattooartist.pl

TattooArtist.pl to serwis skupiający najlepszych polskich tatuażystów. Podzielony jest na kategorie: tatuaż, wzór, tatuażysta i studio. Znajdziesz tu również wyrafinowane inspiracje i ciekawe treści.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.