Mandala watercolor. Kolaboracja Agnieszki Kulińskiej i Ewy Sroki

Historia jednego tatuażu cze 24, 2020

Ich style są skrajnie różne. Agnieszka wykonuje głównie czarne tatuaże, gdzie każda linia wykonana jest z ogromną precyzją. Ewa w swoich pracach łączy wiele kolorów, a podczas tatuowania może pozwolić sobie na sporo spontaniczności. Nie widziały wcześniej takiego połączenia, a przynajmniej nie na taką skalę, więc uznały, że w tym kontraście może być siła.

Jaka jest historia tego tatuażu? Kto wpadł na pomysł, żebyście zrobiły wspólnie tatuaż?

Agnieszka: Szczerze mówiąc nie pamiętam (śmiech). Domyślam się, że pomysł narodził się w podczas naszego wspólnego guest spota w Erding. A może to podrzucił go Wojtek…?

Ewa: Nie pamiętam, od której z nas wypłynął pomysł na kolaborację, ponieważ obie od samego początku byłyśmy nim bardzo podekscytowane. Nasze style są skrajnie różne. Agnieszka wykonuje głównie czarne tatuaże, gdzie każda linia wykonana jest z ogromną precyzją. Ja w moich pracach łączę wiele kolorów, a podczas tatuowania mogę pozwolić sobie na sporo spontaniczności. Nie widziałyśmy wcześniej takiego połączenia, a przynajmniej nie na taką skalę, więc uznałyśmy, że w tym kontraście może być siła.

Kinga: Propozycję udziału w tym projekcie dostałam od Ewy. Znamy się od kilku lat i w tamtym czasie miałam na sobie wyłącznie jej prace. Zdarzało nam się dziarać na konwentach już wcześniej. Wiedziałam, z czym to się wiąże. Zgodziłam się od razu, nie przypominam sobie chwili zawahania. Jeśli mam być szczera to dokładnie pamiętam te emocje - poczułam się zajebiście wyróżniona i podekscytowana.

Jak powstaje projekt takiego tatuażu przy kolaboracji? Nie było kłótni - kto, co robi, bo każda z Was zajęła się swoją działką... To, która z Was miała największy wpływ na projekt?

Agnieszka: Kłótni nie było, ale Ewa miała mnie dość, bo ja ciągle męczyłam żeby skończyć projekt jak najwcześniej. Oczywiście nie wyszło… Projekt, jak każdy inny później, powstał dzień przed konwentem… Dla mnie to stres level hard, dlatego za każdym razem męczyłam Ewkę żeby zrobić to szybciej. Jednak, jak się okazało, najlepiej nam wychodzi projektowanie jak siedzimy razem. Nawet na dzień przed, czy jak to było w przypadku Mediolanu – w dniu konwencji. Moja działka projektu - ornamenty - powstawały dość długo. Później – w pociągu – patrzyłam z rosnącym przerażeniem na ręce Ewy, obserwując jak w moje wyniuniane i doszlifowane kreseczki wdziera się chaos (śmiech). Myślę, ze obie z Ewa miałyśmy równy wpływ – ja robiłam formę, a Ona rzeźbę (śmiech). Kinga zobaczyła projekt dzień przed – i na szczęście jej odpowiadał.

Ewa: Opierając się na zdjęciu pleców, jakie dostałyśmy od Kingi, Agnieszka stworzyła mandalę i otaczające ją ornamenty, a potem ja je „zepsułam” dodając rozmycia i plamy kolorów. Obie asystowałyśmy sobie na każdym z etapów powstawania projektu, co zdecydowanie usprawniło pracę. Ogromnym ułatwieniem było również to, że Kinga dała nam pełną swobodę. Sam opis naszego pomysłu wystarczył jej, żeby zgodzić się na jego wykonanie, a gdy wysłałyśmy jej gotowy projekt od razu była nim zachwycona.

Kinga: Talent Agnieszki znałam jedynie z wykonanych wcześniej tatuaży, ale byłam pod jego ogromnym wrażeniem. Ewa jest perfekcjonistką, każdy, kto ją zna wie jak ważne są dla niej detale. Czułam, że dziewczyny włożą całe serce w projekt. Nie ingerowałam w pomysł. Na tym etapie jedyne, co należało do moich zadań to wysłać zdjęcie konkretnego obszaru ciała, aby ułatwić pracę Ewie i Agnieszce.

No i każda dziara po tym swoją część? Rozumiem, że Ewa jednak musiała trochę poczekać na swoją kolej, bo najpierw musiała powstać mandala?

Agnieszka: Tak, przy pierwszej kolaboracji nie dotknęłam nic z działki Ewy, na szczęście! Na początku musiałam rozbić na części pierwsze to jak ja mam zrobić ten kontur w miejscach przejścia na watercolour – przecież moje kreski maja być równe ostre i dobrze wbite – a nie kończyć się mazami. Dla wyjaśnienia dodam, że od pierwszego tatuażu, jaki kiedykolwiek zrobiłam, wykonuję motywy typowo linearne (polinezyjskie i ornamenty), a prace w innym stylu można policzyć na palcach jednej ręki, wiec no… przy tej kolaboracji normą były pytania do Ewy pt. „to, co… to ja tu może tak rozmażę?” i „czy to w tym dokładnie momencie ma być, czy pół milimetra dalej?” (śmiech). Ewa patrzyła na mnie z politowaniem, wzrokiem mówiącym „who the fuck cares…” i dla mnie to była informacja podstawowa… Później przywykłam, że w tym przypadku nie jest wymagana aż taka dokładność. Jak już posiedziałam kilka godzin nad projektem, zrobiłam kalki – w nocy przed konwentem, to zaczął się dzień „0”. Plan był taki: ja z Wojtkiem przychodzimy pierwsi i rozkładamy się najszybciej jak to możliwe: on boks i wystrój, ja – stanowisko i odbijam Kingę. No, ale nie ma lekko! Okazało się, że boks Ewy jest całkiem w innym miejscu, a ja razem z Olą Kołtowską. Zrobiło się zamieszanie i spina z menago ze studia Ewy, ale na szczęście wszystko się udało. Ola dołączyła na ten jeden dzień do Ładnych Rzeczy, a Ewa do mnie. Odbicie kalki, zupełnie wbrew moim obawom, poszło super sprawnie – są dni, kiedy mijają trzy godziny zanim wzór leży równo i w odpowiednim miejscu. W tym momencie zaczął się wyścig z konturami, które robiłam sama. Po jakimś czasie dołączyła do mnie Ewa – ja wypełniałam czernie i kropki, a Ona robiła szarości. Po tym ja skończyłam, a Ewa ogarniała kolory.

Ewa: Już na etapie powstawania projektu analizowałyśmy, w jaki sposób będziemy dzielić się pracą, żeby sobie nawzajem nie przeszkadzać oraz aby wyrobić się w czasie jednego dnia konwentu. Zależało nam również na tym, żeby patrząc na tatuaż Kingi nie było widać podziału na część moją i Agi, lecz aby stanowił on spójną całość.

Tatuaż powstawał w trakcie 6th Warsaw Tattoo Convention w 2018 roku. Ile trwało dziaranie?

Agnieszka: Teraz mogę się mylić o godzinę, ale jak dobrze pamiętam to, najpierw ja dwie albo trzy godziny, później razem dwie albo trzy, i Ewa dwie albo trzy. Czyli, de facto, tyle samo czasu na jedno i drugie.

Ewa: Najpierw półtorej godziny tatuowała sama Aga zaznaczając wszystkie linie. Potem wspólnie tatuowałyśmy przez około pięć godzin. Kolejne półtorej godziny tatuowałam sama. Ten ostatni etap był dla mnie najbardziej stresujący, ponieważ już tylko ode mnie zależało, czy wyrobimy się na konkurs. Agnieszka wspierała mnie wtedy myjąc skórę i generalnie starając się usprawnić moją pracę. Super było to, że cały czas dopingowałyśmy się nawzajem.

Czyli musiałyście zamknąć się w ciągu jednego dnia? Nie było obaw, że możecie się nie wyrobić? W normalnych warunkach pewnie powstanie takiej dziary rozłożone byłoby na dwie sesje. Jedna dla mandali i po zagojeniu watercolor.

Agnieszka: Miałyśmy świadomość, że może nam się nie udać - to dużo do zniesienia dla tatuowanego, więc poza czasem potrzebnym do wytatuowania brałyśmy pod uwagę możliwości Kingi. Końcówka tatuowania jest zawsze na pełnym stresie, bo chciałoby się jeszcze dopieścić, ale nie ma kiedy.

Ewa: Miałyśmy sporo obaw, że się nie wyrobimy, ale postanowiłyśmy zaryzykować i to się nam opłaciło. Nigdy w życiu nie dotarłam na konwent tak wcześnie jak tamtego dnia, a potem każdą minutę obie pracowałyśmy na pełnych obrotach. To było ogromnie satysfakcjonujące, lecz także cholernie męczące doświadczenie, więc nie mając presji, żeby zamknąć się w jednym w dniu pracy, pewnie rozłożyłybyśmy tatuaż na dwie sesje. Poza konwentem nie miałoby także sensu, aby Kinga spędzała tyle godzin pod igłami non stop.

Czy jakoś specjalnie się przygotowywałyście do takiego maratonu? W sumie to Kinga pewnie będzie miała najwięcej do powiedzenia…

Agnieszka: Chciałabym powiedzieć, że się wyspałam, ale do drugiej w nocy robiłam kalki. A na poważnie, to po śniadaniu zażyłam kalmsy i było lepiej (śmiech).

Ewa: A ja powinnam powiedzieć, że przejechałam na konwent wyspana i wypoczęta, ale prawda jest taka, że rzadko, kiedy to mi się udaje. Byłam na pewno mocno zmotywowana i nastawiona psychicznie na podjęcie wyzwania, jakie przed sobą postawiłyśmy.

Kinga: Zjadłam śniadanie! A tak na poważnie to przede wszystkim starałam się być wypoczęta i zrelaksowana. Zaplanowałam ubiór i upięcie włosów tak, aby nic nie przeszkadzało. Miałam przygotowany prowiant i wodę. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli jesteś modelem, to konwenty dla ciebie rządzą się innymi prawami. Szczególnie przy dużym projekcie trzeba być przygotowanym tak by nie przyczyniać się do powstawania częstych i długich przerw w pracy.

Czy, któraś część dziary była problematyczna do wykonania?

Agnieszka: Dla mnie przejścia pomiędzy naszymi stylami, rozmazane kontury, które chciałam dokładnie rozpracować gdzie się kończą i jakim tuszem mam tam wbić. Dla mnie kontur jest ostry, nierozmazany – to była ciężka próba. Ewa patrzyła na mnie z politowaniem – dla niej kilka mm w prawo czy lewo – who the fuck cares – dla mnie to podstawa.

Ewa: Chyba najbardziej problematyczne było odbicie kalki. Na szczęście Agnieszka jest w tym mistrzem!

Bolało?

Kinga: Dziewczyny i osoby, które towarzyszyły nam w boksie zadbały o mój komfort. Pierwsze godziny były ok. Nie jestem przesadnie wrażliwa. Tatuaż nie był dla mnie nowym doświadczeniem, Wiedziałam, czego się spodziewać. Mogłam kontrolować myśli i skupić się na innych rzeczach. Jednak z biegiem czasu zmęczenie dało o sobie znać i pojawił się ból.  Był nieznośny i spowodował chwilowy kryzys. Agnieszka i Ewa wykazały się wyrozumiałością.

Czy wiedziałyście, jaki będzie efekt końcowy?

Agnieszka: Jasne! Projekt mówił sam za siebie, ale nie wiedziałam czy uda się nam skończyć, czy uda się nam wystawić, jaka będzie skóra, czy kreski będą wystarczająco dobre (śmiech).

Ewa: Na początku miałyśmy tylko wyobrażenie, ale dość szybko udało nam się stworzyć wyraźną wizję projektu. Sam tatuaż również od niego nie odbiega, więc chyba mogę powiedzieć, że wiedziałyśmy, jakiego efektu oczekujemy.

Kinga: Efekt końcowy okazał się jeszcze bardziej satysfakcjonujący niż oczekiwałam. Kiedy po powrocie do domu obejrzałam zdjęcia i filmiki zorientowałam się jak duże zainteresowanie wzbudzałyśmy.

Jesteście zadowolone?

Agnieszka: Bardzo.

Ewa: Jestem jednych z tych twórców, którzy zawsze znajdą w swojej pracy detale, które można było zrobić lepiej, ale przyznaję, że z całości jestem bardzo zadowolona. Tatuaż świetnie się zagoił. Ogromnie cieszy mnie także to, że naszą pracę doceniło konwentowe jury.

Kinga: Jestem przede wszystkim wdzięczna za zaproszenie do tego projektu. Noszę na swoim ciele przepiękną Mandalę watercolor w wykonaniu dwóch wspaniałych artystek.

Agnieszka Kulińska - Zobacz portfolio i zrób tatuaż
Agnieszka Kulińska - tatuażysta z Kraków. Portfolio tatuaży, wzorów, informacje kontaktowe.
Ewa Sroka - Zobacz portfolio i zrób tatuaż
Ewa Sroka - tatuażysta z Łódź. Portfolio tatuaży, wzorów, informacje kontaktowe.

Masz ochotę na więcej? Przeczytaj również wywiady z Agnieszką i Ewą:

Kraków: Agnieszka Kulińska z Avalan Tattoo
> Moją specjalizacją są tatuaże Polinezyjskie. Jednak nie zajmuje się tylko Polinezją. W zasadzie za granicą jestem znana w dużej mierze bardziej z Ornamentów i dot-worków niż Polinezji. Czasem sięgam po kolor, mam też kilka kompletnie innych prac w portfolio. Nie lubię się ograniczać, uważam, że…
Łódź: Ewa Sroka z Ładne Rzeczy Tattoo & Piercing
> Lubię łączyć graficzne i realistyczne elementy z maźnięciami koloru. Niektórzy nazywają mój styl akwarelowym i dla uproszczenia ja też tak go nazywam. Chociaż wydaje mi się, że moje prace bardziej wyglądają jak namalowane akrylem niż akwarelą. Rzadko mam możliwość wykonywania tatuaży czarno-sza…

Tattooartist.pl

TattooArtist.pl to serwis skupiający najlepszych polskich tatuażystów. Podzielony jest na kategorie: tatuaż, wzór, tatuażysta i studio. Znajdziesz tu również wyrafinowane inspiracje i ciekawe treści.

Great! You've successfully subscribed.
Great! Next, complete checkout for full access.
Welcome back! You've successfully signed in.
Success! Your account is fully activated, you now have access to all content.